Noc Kupały, Sobótka, Noc Świętojańska

Dziwnym nowożytnym zwyczajem, Noc Kupały, podobnie jak wiele innych pogańskich świąt radości, Kościół zaanektował, usiłując poskromić i nadać mu mniej “dziką” formę. Próby wykorzenienia go z obyczajowości ludów słowiańskich poniosły fiasko, dlatego na święto płomieni, żywotności, płodności i pierwotnej miłości wywoływanej urokami, wylano kubeł święconej wody i “przechrzczono” je na święto Jana Chrzciciela.

Mimo dwóch dni różnicy między tradycyjnymi obchodami (Sobótka przypada na 21-22 czerwca, Noc Św. Jana 23-24 czerwca) tradycja ludowa połączyła je w jedno i w ten sposób stało się ono symbolicznym świętem przejścia z tego, co dzikie i nienazwane do tego, co znane i dozwolone. Oficjalnym otwarciem sezonu kąpieli (Noc Kupały, z biegiem wieków nabyła odniesień do chrztu, kąpieli i wody) i przyzwoleniem na celebrowanie radosnego sezonu letniego.

Niezwykłe połączenie pierwotnych ognisk z nutką grozy i tajemniczości a z drugiej strony płynących rzek i strumieni z ich oczyszczającą mocą. Daje w konsekwencji typowy dla naszego kręgu kulturowego unikalny kompromis między odwołaniami do praźródeł słowiańskich wierzeń i utrwalonej przez wieki oprawy tradycji katolickiej. Sobótka, Noc Świętojańska, Noc Kupały czy jakkolwiek ją będziemy nazywać nosi na sobie piętno tysięcy lat obecności na tych ziemiach i jak symboliczna rzeka, zabiera ze sobą wszystko, to, czego nie da się rozpuścić, niosąc je od źródła do ujścia.

Jedno jest niezmienne, Noc Świętojańska to święto miłości, a ta, jak wiadomo, jest nierozerwalną częścią ludzkiej egzystencji. Ktoś kogoś kocha z wzajemnością, ktoś o kimś marzy, ktoś ma nadzieje, ktoś nie może zapomnieć, ktoś inny właśnie tego pragnie. Miliony piosenek, wierszy, powieści, filmów i obrazów dotąd nie zdołały wyczerpać tematu. Jest on aktualny jak cykliczna zmiana pór roku i odradza się z każdym pokoleniem.

Puszczanie wianków na wodę zawsze wydawało mi się zwyczajem poruszającym i pięknym w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Kochanowski, Jan zresztą, opisał ten miłosny klimat Sobótki w “Pieśni Świętojańskiej o Sobótce”, W “Nad Niemnem” też znajdziemy scenę puszczania wianków na wodę. Po co to robiono?

“Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.(…)

Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi,

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co sobie

Ani wzgardzisz chucią moją,

Ale mi ją oddasz swoją.” (JK, Pieśn…)

Mam wrażenie, że niejedna nastolatka mogła by się dziś pod tym podpisać. Szkoda tylko, że nie chce nam się już pływać po rzekach, wić wianków, gromadzić przy zbiornikach wodnych, szukać w lasie kwiatu paproci i skakać przez ogniska. Wolimy przesłać serduszko na FB. Trochę brakuje mi w dzisiejszym społeczeństwie tej niezwykłej magii, przyciągającej ludzi do siebie i pozwalającej im wspólnie przeżywać, dzielić się emocjami.

A ja pamiętam jeszcze z dzieciństwa wianki, świetliki i ogniska płonące przy stawie na wsi u babci. A wy?

kst